środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 20

Włączyłem swoją ulubioną playlistę w telefonie. Nudziłem się jak cholera i z ciekawości przesunąłem stare łóżko.
- Znowu się spotykamy. - Przejechałem dłonią po drewnianych drzwiach w podłodze.
Rozwaliłem zamek. Serce waliło mi szybciej. Szybkim ruchem otworzyłem przejście. Zawiało chłodem.
Wyciągnąłem latarkę z szuflady i schodziłem na dół. Z każdym nadepnięciem schodki skrzypiały jak z typowego horroru.
Kiedy znalazłem się już na dole, szukałem włącznika. Nastała jasność. Wyłączyłem latarkę.
Usiadłem do biurka. Z szafki wyciągnąłem książki i zacząłem je czytać. Były to jakieś zeszyty, w których było bardzo wiele wzorów matematycznych i fizycznych. Byłem zaskoczony, że wszystko z nich rozumiałem. Z tego co widzę, to ktoś próbował stworzyć coś w stylu jakiegoś wynalazku.
W połowie zeszyt był pusty. Z niewiadomych mi przyczyn ktoś najwidoczniej nie skończył swojego dzieła. Na końcu widniały różne wyniki, które były zakreślone.
W tym momencie mnie olśniło. A gdyby tak... Zacząłem uważnie czytać każdą zawartość zapisków. Byłem tak zainspirowany i zmotywowany do działania jak nigdy przedtem. Dopisywałem także swoje obliczenia i wszystkie wyniki się ze sobą zgadzały. Wstałem z krzesła. Byłem zdumiony tą pracą. Przeszedłem do innego pokoju i próbowałem wyrwać jedne stare drzwi zrobione z desek.
Kiedy mi się to w końcu udało, otworzyłem szeroko usta z zachwytu.
Ktoś już wpadł na ten pomysł wcześniej ode mnie.. Z różnych drewnianych pozostałości, zrobiłem szafkę. Otworzyłem ją. Czegoś jeszcze w tym miejscu mi brakuje. Wbiegłem na górę po schodach i z dna szafy wyjąłem szary koc. Wróciłem do podziemi i zawiesiłem ten koc w szafie, aby nie było widać korytarza po drugiej stronie. Spojrzałem na zegar w telefonie. Mam godzinę, żeby coś zrobić bo będą mnie wołać na obiad.
Przechadzałem się tym korytarzem i patrzyłem na różne wiszące kable. Z korytarza, przeszedłem do takiej jakby komory, w której były przeróżne urządzenia z wieloma przyciskami. Miałem wielką ochotę powciskać je wszystkie. Znalazłem jeden normalny komputer z klawiaturą. Próbowałem go jakoś uruchomić. Obok była skrzynia z narzędziami. Wziąłem kilka, przykręciłem parę śrubek i przeczyściłem kable. Spróbowałem ponownie go uruchomić i zaczął działać. Otrzepałem dłonie z kurzu i wpisywałem do sztucznej inteligencji swoje obliczenia. Nie wyskoczyły mi żadne błędy. Komputer nagle zgasł. Zdziwiłem się. Słychać było, że uruchamiał się cały system w tej komorze. Wszystkie przyciski zaczęły migać. Drżącą ręką nacisnąłem niepewnie jeden z guzików.
Wystraszony upadłem na podłogę gdy pewne urządzenie wyskoczyło centralnie przed moją twarzą.
Było w nim osiem okienek. Do końca nie rozumiałem do czego one służą. Kiedy przewijałem kolejno cyfry, zorientowałem się, że chodzi tutaj o jakąś datę. W kolejnej aka tubie, można było wpisać godzinę.
Czy to jest to, o czym myślę? Czy w końcu uda mi się osiągnąć mój życiowy cel?
W pierwszej tubie, dałem cyfry takie jak 12,08,2015 a do drugiej tuby 18,00.
Było mi dziwnie. Miałem mdłości. Spojrzałem na godzinę na moim zegarku. Godzina osiemnasta. Przełknąłem gorzko ślinę. Dzień później znalazłem Bradleya w łazience. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to powinienem go powstrzymać. Kiedy wszystkie światełka zgasły, wyszedłem z tej komory przez drzwi z drugiej strony. Znalazłem się w łazience. Otworzyłem środkową kabinę.
Spojrzałem na loczka, który był czerwony od płaczu.
- C-Connor? - Wyjąkał.
- Bradley skarbie nie rób tego. - Uściskałem go jak najmocniej wytrącając przy tym jego żyletkę z ręki.
Rozpłakałem się jak małe dziecko. Nie wierzyłem, że to kiedykolwiek się uda. Nie wierzyłem, że tak szybko. Gładziłem jego włosy i mokre policzki. Pocałowałem go w czoło.
- Już dobrze. Spokojnie Bradziu. Już dobrze. Nie musisz tego robić.
Ściskał mnie tak mocno, że prawie nie mogłem oddychać.
W końcu nie musi się to tak kończyć. Zrobię teraz wszystko inaczej. Nie pozwolę na to, aby stała mu się ponowna krzywda.

Brak komentarzy: