- Nic nie pamiętasz? Ale.. ale jak to? Przecież miała Ci wrócić pamięć,
- O co Ci chodzi? Człowieku jesteśmy współlokatorami, niezbyt mi się to podoba no, ale dobra, a Ty wyobrażasz sobie nie wiadomo co.
- Co ostatnie pamiętasz?
- Hm.. Że jesteś u mnie z jakiś tydzień..
- Co.. o Boże.. - pobladłem.
On naprawdę nic nie pamięta.. No, ale dlaczego.. Przecież miał odzyskać pamięć gdy znajdziemy to miejsce, a własnie je znaleźliśmy. Loczek odwrócił się w stronę drzwi. Wyszedł. Tak po prostu wyszedł. Stałem jak słup soli. Nie mogłem się ruszyć, Nic z tego nie rozumiem.. Przecież miał odzyskać pamięć. Coś poszło nie tak? Chce z powrotem mojego Bradzia.
- Co Ty tak stoisz? - usłyszałem głos. To Annabelle. - Oj Connorku nie lecisz za nim?
- C..co? Skąd Ty tu się wzięłaś?
- Ja jestem wszędzie i nigdzie hahhahaha - wpadła w histeryczni śmiech.
Wyszła. Zupełnie tak jak Bradley. Podszedłem do umywalki. Odkręciłem wodę, zmoczyłem ręce i opłukałem sobie twarz. Spojrzałem w lustro. Byłem sam. Zupełnie sam,.
Zakręciłem wodę i wyszedłem. szedłem korytarzem. Sam nie wiedziałem dokąd, czego szukam. W pewnym momencie korytarz zaczął wydawać się dziwnie znajomy. Spojrzałem na drzwi po lewej stronie. Wisiała na nich tabliczka z numerem 670. Poszedłem dalej. mijałem kolejne drzwi aż w końcu doszedłem do tych z numerem 678.
To tutaj.. tutaj wszystko się zaczęło. Ciekawe czy jest w środku.
Chwyciłem za klamkę i pchnąłem drzwi. Pokój był pusty. Usiadłem na swoje łóżko. Oparłem głowę o ścianę i zamknąłem oczy.
Na jednym z łóżek siedział jakiś chłopak. Wyszedłem i spojrzałem na drzwi.
678 to tutaj. Ale co to za chłopak? Myślałem, że nie będę z nikim dzielił pokoju.
-Hej jestem Brad, a Ty? -powiedział chłopak.
Wzruszyłem tylko ramionami i usiadłem na łóżku. Wyjąłem z szafki zeszyt i długopis. miałem zamiar dokończyć piosenkę.
Otworzyłem oczy. Wspomnienie zniknęło. Poczułem dziwną pustkę w sobie. Wstałem z łóżka i wyszedłem.
Długo błądziłem po korytarzach. Nikogo nie było. Byłem tylko ja i moje myśli. Cięgle zastanawiałem się gdzie poszedł Bradley. Zwiedziłem wszystkie korytarze a jego na żadnym z nich nie było.. W końcu postanowiłem wrócić do pokoju.
Odnalazłem odpowiednie drzwi i wszedłem do środka. Jego nadal tam nie było. Zacząłem poważnie się martwić. W sumie to nie pierwszy raz jak znikał, ale po raz ostatni gdy zniknął odebrał sobie życie. Wystraszyłem się, że może próbować zrobić to ponownie.
Ponownie wyszedłem z pokoju. Zacząłem szukać miejsca w którym zazwyczaj przebywał.. Gdy znalazłem się na miejscu nikogo tam nie znalazłem. Zrezygnowany postanowiłem wrócić do pokoju.
Rzuciłem się na łóżko. Leżałem głową w stronę ściany. Zamknąłem oczy.
- Nie chcę tu zostać.. Chcę stąd uciec. - Kołysałem się lekko w przód i tył.
- Ja przepraszam za Kate.. Nie wiem co ją napadło.. przepraszam.
- Szatan. - burknąłem pod nosem
- W to nie wątpię.. - Usiadł obok mnie
- Od początku, kiedy tu przyszedłem, próbowała mnie zabić. To nie jest normalne.
- Uwierz lub nie, ale nikt tu nie jest normalny. Spokojnie. - pogładził mnie po plecach.
- ZOSTAW MNIE. - Odsunąłem się od niego.
- Dobra, jak chcesz. Chciałem Ci tylko pomóc. - Wstał i podszedł do swojego łóżka.
- Każdy tak mówi, a potem pogarsza tylko moją sytuację. - Okryłem się kołdrą i zamknąłem swoje powieki.
czwartek, 7 stycznia 2016
sobota, 2 stycznia 2016
Rozdział 12 Na Miejscu
Przebudziłem się nagle. Było zbyt cicho i spokojnie. To nie wróży nic dobrego w tym miejscu. Schowałem się. Cień nadchodzi. Chyba czegoś szuka. Albo kogoś. Za nim przyszły trzy inne. Dyszeli na siebie. Chyba w ten sposób się porozumiewają ze sobą. Wszystkie cienie poszły w inne strony. Muszę mieć się na baczności. Wyszedłem z kryjówki. Ostrożnie wyjrzałem zza muru na długi korytarz. Droga wolna. Biegłbym do kolejnego skrętu, lecz przeszkodziła mi w tym klamka od drzwi, którą wyrwałem. Narobiłem przy tym dużo hałasu. Przerażony wziąłem, wsadziłem ją w swoje miejsce i wszedłem do ciemnego pomieszczenia. Zdrowy głos rozsądku karcił mój wyczyn. Zamknąłem oczy i modliłem się, żeby mnie nie dopadły. Nagle na moim nadgarstku poczułem ucisk. Zacząłem wrzeszczeć, ponieważ coś mnie ciągnęło w dół. Spadałem w czarną przestrzeń niczym kiedyś Alicja, która wpadła do dziury do Krainy Czarów i Magii. Dlaczego dałem takie porównanie? Dlaczego ja myślę o takich głupich rzeczach? Przeszywał mnie ogromny ból na plecach. Nieźle o coś przyrżnąłem. Zorientowałem się, że to podłoże. Wstałem powoli. Rozejrzałem się po miejscu. Znałem je. Znałem je całkiem dobrze. A jednak..
- CO TU JEST GRANE DO CHOLERY?! - Krzyknąłem.
Nie potrafiłem pojąć, jakim cudem z piwnicy, w dół, przeniosłem się na drugie piętro. Przeraża mnie wszystko co tutaj się znajduje. Zastanawiam się, co mnie tu ściągnęło. Usłyszałem przeraźliwe krzyki.
Bradley!
Rozpoznam wszędzie te krzyki. Wbiegłem do pokoju. Co jeszcze mi się tutaj przytrafi?! Zadałem sobie to pytanie w myślach na widok zjawy gryzącej jego nogi. Od razu się na nią rzuciłem i zacząłem bić. Ta natomiast mnie odepchnęła. I to z taką siłą, że zamknąłem drzwi, uderzając w nie. Nienawidziłem jej od pierwszej chwili, kiedy ją ujrzałem. Ale krzywdzić Brada, nie pozwolę! Ciągnąłem ją za wilgotne włosy. Znalazłem jej słaby punkt. Jedyne miejsce, gdzie ją boli. Wepchnąłem ją pod podłogę wyrywając jej przy tym kępkę włosów.
- MOJE. WŁOSY - Zaczęła piszczeć i walić w drzwiczki jak opętana.
Podszedłem do chłopaka.
- W samą porę jesteś. Bałem się. Strasznie. - Przytulił się do mnie.
Czułem, że jesteśmy blisko. Zaraz zaraz... czy my nie jesteśmy na miejscu? Czy to nie jest miejsce Bradleya? Jesteśmy w swoim pokoju. Jednak nic się nie dzieje.. Jakie miejsce jest normalne, które czasem jest muzyczno-wokalne? Co za idiota wymyśla takie zagadki?
- Coś się stało? - Zapytał widząc moje zmartwienie.
- Jakie miejsce byś uznał za normalne? - Liczyłem, o jakąkolwiek podpowiedź.
- No nie wiem... normalne to mi się kojarzy z takim miejscem, gdzie każdy chodzi i niczym się nie wyróżnia.
Zamyśliłem się.
- Idioci. Idioci. Idioci - Powtarzała i rechotała.
- Zamilcz, albo pożegnasz się z włosami. - Powiedziałem stanowczo.
Miałem silną potrzebę do łazienki. Nie mogłem pozwolić na to, aby loczek został z nią sam na sam. Wziąłem go ze sobą.
Spokojnym krokiem szliśmy do łazienki. O dziwo czułem się bezpiecznie. Kiedy weszliśmy, całkowicie zapomniałem po co tu przyszedłem. Wszystko zaczęło się trząść.
- No już myślałem, że już nigdy nie znajdziecie tego miejsca.
- To jest to miejsce Brada? Na prawdę? Niby muzyczno-wokalne?
- Daj spokój. Nigdy nie śpiewałeś pod prysznicem, czy co? - Oburzył się Anioł.
Zniknął. I to na tyle?
Nie dowierzałem w to. Ale halo! Connor, znalazłeś miejsce! Odwróciłem się błyskawicznie i spojrzałem na bruneta.
- Bradziu! Jesteśmy na miejscu! - Uradowałem się.
Zacząłem się do niego przytulać i chciałem pocałować, lecz mnie odepchnął.
- Ja się zastanawiam, czy Ciebie też mam unikać.. Jesteś jakiś chory.
Do moich oczu napłynęły łzy. Miała mu wrócić pamięć.
- CO TU JEST GRANE DO CHOLERY?! - Krzyknąłem.
Nie potrafiłem pojąć, jakim cudem z piwnicy, w dół, przeniosłem się na drugie piętro. Przeraża mnie wszystko co tutaj się znajduje. Zastanawiam się, co mnie tu ściągnęło. Usłyszałem przeraźliwe krzyki.
Bradley!
Rozpoznam wszędzie te krzyki. Wbiegłem do pokoju. Co jeszcze mi się tutaj przytrafi?! Zadałem sobie to pytanie w myślach na widok zjawy gryzącej jego nogi. Od razu się na nią rzuciłem i zacząłem bić. Ta natomiast mnie odepchnęła. I to z taką siłą, że zamknąłem drzwi, uderzając w nie. Nienawidziłem jej od pierwszej chwili, kiedy ją ujrzałem. Ale krzywdzić Brada, nie pozwolę! Ciągnąłem ją za wilgotne włosy. Znalazłem jej słaby punkt. Jedyne miejsce, gdzie ją boli. Wepchnąłem ją pod podłogę wyrywając jej przy tym kępkę włosów.
- MOJE. WŁOSY - Zaczęła piszczeć i walić w drzwiczki jak opętana.
Podszedłem do chłopaka.
- W samą porę jesteś. Bałem się. Strasznie. - Przytulił się do mnie.
Czułem, że jesteśmy blisko. Zaraz zaraz... czy my nie jesteśmy na miejscu? Czy to nie jest miejsce Bradleya? Jesteśmy w swoim pokoju. Jednak nic się nie dzieje.. Jakie miejsce jest normalne, które czasem jest muzyczno-wokalne? Co za idiota wymyśla takie zagadki?
- Coś się stało? - Zapytał widząc moje zmartwienie.
- Jakie miejsce byś uznał za normalne? - Liczyłem, o jakąkolwiek podpowiedź.
- No nie wiem... normalne to mi się kojarzy z takim miejscem, gdzie każdy chodzi i niczym się nie wyróżnia.
Zamyśliłem się.
- Idioci. Idioci. Idioci - Powtarzała i rechotała.
- Zamilcz, albo pożegnasz się z włosami. - Powiedziałem stanowczo.
Miałem silną potrzebę do łazienki. Nie mogłem pozwolić na to, aby loczek został z nią sam na sam. Wziąłem go ze sobą.
Spokojnym krokiem szliśmy do łazienki. O dziwo czułem się bezpiecznie. Kiedy weszliśmy, całkowicie zapomniałem po co tu przyszedłem. Wszystko zaczęło się trząść.
- No już myślałem, że już nigdy nie znajdziecie tego miejsca.
- To jest to miejsce Brada? Na prawdę? Niby muzyczno-wokalne?
- Daj spokój. Nigdy nie śpiewałeś pod prysznicem, czy co? - Oburzył się Anioł.
Zniknął. I to na tyle?
Nie dowierzałem w to. Ale halo! Connor, znalazłeś miejsce! Odwróciłem się błyskawicznie i spojrzałem na bruneta.
- Bradziu! Jesteśmy na miejscu! - Uradowałem się.
Zacząłem się do niego przytulać i chciałem pocałować, lecz mnie odepchnął.
- Ja się zastanawiam, czy Ciebie też mam unikać.. Jesteś jakiś chory.
Do moich oczu napłynęły łzy. Miała mu wrócić pamięć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)