piątek, 30 października 2015

Rozdział 9 Wyjście?

Jestem zagubionym chłopcem.
Jestem zagubiony w tym dziwnym miejscu.
W tym przerażającym miejscu.
Nie wiem jak się stąd wydostać.
To zbyt trudne robić wszystko samemu.
Skarbie, gdzie jesteś?
Daj mi jakiś znak.. Proszę
Ponownie znalazłem się zamknięty w tym samym pomieszczeniu co wcześniej. To nie logiczne..
- To wszystko przez Ciebie! Przez Ciebie! Gdybym Cię nie miał, Bradley byłby teraz obok mnie! - Rzucałem i kopałem księgę ze złości.
Ku mojemu zaskoczeniu, na okładce ukazał się napis "Przestań!". Zacząłem krzyczeć z rozpaczy. Walnąłem pięścią w ścianę. Wtem jedna z cegieł upadła mi na stopę. Wydarłem się z bólu i złapałem się za nogę. Coś się zaczęło rozsypywać i wydobyły się opary. Odkaszlnąłem kilka razy. Przede mną widniała dziura w ścianie a na podłodze porozwalane cegły. Przeszedłem przez nią. Dłużył się korytarz. Nie wiedziałem czy dobrze zrobię, jeżeli tam pójdę, ale to chyba jedyne wyjście. Wróciłem się tylko po zakurzoną książkę i poszedłem wzdłuż ciemności. Nie powinienem chodzić sam po ciemku. Nie czuję się tutaj bezpiecznie odkąd przekroczyłem próg drzwi. Słyszałem za sobą jakieś szelesty. Od razu dostałem gęsiej skórki i przyspieszyłem swoje tępo. Nagle przywaliłem w coś twardego i dużego. Upadłem. Nie widziałem nic. W tym momencie włączyło się światło, które oświecało napis na ścianie "Odejdź"
- Z miłą chęcią, ale z Bradem. - Odpowiedziałem.
Odwróciłem głowę. Już wiedziałem w co przyrżnąłem. To były jakieś metalowe drzwi. Podszedłem do nich i pociągnąłem. Wszedłem do wnętrza jakiegoś pomieszczenia. Była zaparowana szyba na całej powierzchni ściany. Okalającymi ruchami dłoni wytarłem część i spojrzałem. W tej chwili niespodziewanie ujrzałem przed swoimi oczami, oczy tego samego cienia, który jakiś czas temu mnie kąsał. Przeraziłem się i zrobiłem w tył zwrot. Upadłem pod biurko i skuliłem się z nadzieją, że mnie nie znajdzie. Zaciągnąłem się inhalatorem. Raz nie wystarczał na mój stres. Skrzypnięcie. Położyłem dłoń na swoich ustach by nie wydać najcichszego dźwięku. Podłoga dosłownie pękała i gniła. Powoli kierowała się w moją stronę. Ten cień idzie w moją stronę. To koniec. Nie wytrwam kolejnej takiej bliskości z tym cieniem. Omal nie zapomniałem kim jestem i co tu robię. A właśnie.. Co ja tu właściwie robię w tym popieprzonym miejscu? Tuliłem się do ściany, by tylko mnie nie wyczuł. Skrzypnięcie. Trzask. Wyszedł tymi stalowymi drzwiami. Jestem uratowany! Jak na tę chwilę... Ostrożnie wyszedłem spod biurka i wstałem. Skierowałem się w stronę drugiego wyjścia. Wychyliłem powoli głowę zza ściany. Pusto. Zrobiłem krok w przód. Zamarłem. Na środku podłogi leżał brunet. Nie zważając na nic pobiegłem szybko do loczka i potrząsałem nim. Chłopak odkaszlnął, spojrzał w moje oczy i uśmiechnął się szeroko.
- Connor...
- Bradley! Ty żyjesz! Tak się martwiłem! Chodź, musimy stąd wyjść. - Próbowałem go podnieść.
- Nie mam sił.. - Ledwo pomogłem mu usiąść.
Jesteśmy tylko my, po części ciemność i cisza. Dziwna cisza. Taka ciesząca. Kiedy nie ma przy mnie loczka, dzieją się przeróżne, straszne rzeczy.. Dlaczego tak się dzieje?
Jaki jest tego wniosek?

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 8 "To jeszcze nie koniec"

Zerwałem się na równe nogi. Podbiegłem do jednej ze ścian i próbowałem wyciągnąć jakąś cegłę. Po nieudanych próbach odwróciłem się i zdębiałem. Nie było czwartej ściany przede mną. Rozciąga się kolejny korytarz.
Nienawidzę korytarzy, ale trzeba znaleźć Bradleya.
Niepewnie ruszyłem. Chwilę potem zacząłem biec. Wtem były dwie drogi do wyboru.
Pójść w lewo? Czy jednak pójść w prawo? W którą stronę by poszedł Bradley? Na ścianie z lewej strony jest napisane "To jeszcze nie koniec."
Skręciłem w prawo. Zacząłem wołać chłopaka.
- Bradley! Bradziu! Gdzie jesteś? - Rozglądałem się wszędzie.
- Bradziu. Gdzie jesteś. Bradley. Bradley! - Słyszałem szepty powtarzające moje słowa.
Zatrzymałem się i powoli obracałem. Widziałem jak kilka cieni przemieszcza się w moją stronę. Spanikowałem i biegłem przed siebie. Zerknąłem w bok. Niedaleko mnie był jeden z nich, lecz większy niż inne. Odwrócił się a moją stronę. Złapaliśmy kontakt wzrokowy. Wyszczerzył swoje wielkie zębiska w psychiczny uśmiech. Zbliżał się do mnie z ogromną prędkością. Gdy był coraz bliżej mnie, widziałem dokładniej jego wyraz twarzy. Oczy miał.. o zgrozo... Jego oczy.. Były całkiem puste. To coś rzuciło się na mnie. Ostatnie co widziałem to jak był cały we krwi i kąsał mnie do końca. Aż wyssie ze mnie wszystko.
Czy słyszysz mój krzyk?
Czy słyszysz mój wrzask?
To tylko strach.
Czuję się zagubiony w tym świecie.
Czy mi pomożesz?
Czy słyszysz moje wołanie?
Czy mnie słyszysz?
Obudziłem się. Miałem cały rozmazany obraz. Co się właściwie stało? Ledwo wstałem z zimnych kafelek. Kuśtykałem. Och, rażące lampy migoczą. To gorsze niż by normalnie świeciły. Na kafelkach były różnej wielkości plamy. Podniosłem wzrok do góry. Miałem złe przeczucia co do krwi, która znajdowała się wszędzie. Na podłodze, ścianach i suficie. Muszę być silny. Muszę pokonać ten odór. Przyspieszyłem tępo. Nie wiem jak długo szedłem. Nogi mi odpadały. Stałe światło! Zacząłem biec w jego stronę. Zatrzymałem się na skrzyżowaniu. Spojrzałem na ścianie. Po mojej stronie jest napisane "To jeszcze nie koniec." Spojrzałem w prawo. Na końcu korytarza było pomieszczenie.
Zaraz, zaraz... Ja tu byłem! Błądziłem cały czas w kółko!
Upadłem na kolana. Osłabłem. Jestem wściekły. 
- CO TO ZA CHOLERNA GRA?! WYPUŚCIE MNIE STĄD!!! - Wrzeszczałem. Waliłem pięściami w podłogę i dławiłem się łzami. 
JAK JA MAM SIĘ STĄD WYDOSTAĆ?!

środa, 7 października 2015

Rozdział 7 Bradley?

Schodziliśmy w ciemną otchłań. Kompletnie nic nie widziałem. Nie miałem niczego, czym mógłbym oświecić drogę.
- Brad.. Widzisz coś?
- Nie, a ty?
- To bezsens! Mówiłem zostańmy na górze!
- Marudzisz.. - Powiedział i schodził dalej.
Miewałem wrażenie, że te schody nigdy się nie skończą. W tym momencie pokonaliśmy ostatni stopień. Na końcu ciemnego korytarza, widziałem mrugające światełko. Złapałem loczka za rękę i pędziłem na przód.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, wbiegłem na drzwi by błyskawicznie je otworzyć. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, odbiłem się i upadłem na plecy.
- Co jest? - Podniosłem się i podszedłem do tych drzwi.
To bardzo dziwne, że nie zauważyłem, że te drzwi nie są prawdziwe.
- Bradley.. Czy ty też to zauważyłeś? - Odwróciłem się.
Jednak nie było nikogo przy moim boku.
- Bradley? Bradley! - Wołałem go.
Odpowiadała mi tylko głucha cisza. Pobiegłem w kierunku, z którego przyszedłem. To nie możliwe...
Byłem sam w zamurowanym pokoju. Jakim cudem? Macałem cegłę, po cegle łudząc się, że jest jakieś tajemnicze przejście.
Jednak to na nic. Złapałem się za głowę. Co ja teraz pocznę? Zjechałem po ścianie na podłogę. Usiadłem w kącie. Światło zaczęło mrugać. Zaczęły się wrzaski. Zacisnąłem dłonie na swoich uszach. Zaraz ogłuchnę! Poczułem nagły spadek temperatury w tym pomieszczeniu. Było jeszcze zimniej niż w momencie, kiedy szedłem po schodach. Nagle cisza. Czy już ogłuchłem? Czy to właśnie to ta chwila? Odchrząknąłem. Słyszałem to. To znaczy, że krzyki ustąpiły. Nawet światło przywróciło się do porządku. Było przeraźliwie spokojnie. Coś tu nie gra. Próbowałem wstać, lecz z niewiadomych mi przyczyn, podłoże zaczęło się trząść jak i wszystko. Ze ścian sypały się jakieś prochy, przez co się dusiłem. Skuliłem się i przeczekałem aż całe to trzęsienie minie. Kiedy otworzyłem oczy, przede mną leżała jakaś księga. Mam słabość do książek. Connor! Ogarnij się! Masz jej nawet nie dotykać!
Niestety, ciekawość była silniejsza od rozsądku. Ostatnim razem jak wziąłem książki, stało się coś okropnego, a teraz? Ale co teraz mogłoby się stać?
Sięgnąłem dłonią w stronę nie tak grubej książki w ciemnobrązowej okładce. Jeszcze jej nie dotknąłem.
Nade mną stała dziewczyna. Krwawa dziewczyna. Patrzyła tępo w moje oczy. Nic jednak nie robiła szczególnego. Tylko się gapiła bez żadnej emocji. Miałem ciarki na plecach. Czułem się niezręcznie.
- Miałam Ci coś powiedzieć, ale zapomniałam co.. - Powiedziała przechylając głowę na ramię.
- Żebym nie dotykał książki?
- Ależ nie! Specjalnie Ci ją podarowałam, żebyś zobaczył prawdę! Jednak miałam jeszcze jedną sprawę.
- Mogę zadać pytanie? - Kiwnęła głową. - Gdzie jest Bradzio?
- Słowa ranią, niszczą i okaleczają psychikę.
- Proszę? - Nie do końca jej rozumiałem.
- Jestem Annabelle. - Podała mi powoli rękę.
- Connor. - Uścisnąłem.
- Wiem kim jesteś! Szukałam Cię przez dłuugi czas!
Nagle nie stąd ni zowąd zerwał się silny wiatr.
- Oh nie! Na mnie już pora! Connor, schowaj tą książkę do swojej torby. NIE DAWAJ JEJ NIKOMU! KIEDY BĘDZIESZ SAM, PRZECZYTAJ JĄ! ALE TYLKO JAK BĘDZIESZ SAM! - Krzyknęła i wraz z wiatrem wywiało ją przez jedną ze szpar.
Jestem osłupiony tą sytuacją. Dlaczego mam ją przeczytać, kiedy będę sam? Czegoś tu nie rozumiem. Kolejna jakaś tajemnica? Lecz zaraz, zaraz... Nadal się nie dowiedziałem gdzie jest Bradley!
______________________________

Witam!
Wiem, że nie wszyscy czytają notek pod rozdziałami, ale będzie krótko:
Nowa postać : ANNABELLE
Jest to postać zapożyczona, przedstawiona w innym świetle. Będzie się ona czasami pokazywać w tym ff. Z opowiadania "Amnesia" o Tristanie Evansie. Dostępna na wattpadzie! 

Dziękuję za uwagę xx Maddie