Halloween

Dziś jest Halloween, Halloween!
Cukierków czas i psikusów,
Dziś jest Halloween, Halloween!
Dynie cieszą się na Twóją przerażoną twarz z czaszkami.
Przebrań nam nie trzeba.
Jesteśmy potworami z czarnymi duszami.
Oto Halloween, każdy robi sceny.
Cukierek albo psikus i sąsiedzi umrą z przerażenia.
To jest nasze miasto, każdy krzyczy.
W naszym mieście Halloween!
Śpiewaliśmy całą gromadą. Chodziliśmy grupkami z jednym opiekunem. Jako tako, że Jack nie mógł z nami iść, ponieważ miał masę papierów do załatwienia. Do naszej grupki przydzielono siostrę Aidę. Jest miła i zabawna. Każdy był za coś przebrany. James miał dynię na głowie! Od początku jak go z Bradem zobaczyliśmy, to pękaliśmy ze śmiechu. Przebrał się za faceta z dynią zamiast głowy. Amanda była za czarną damę, która miała wszędzie krew. Bradley był wampirem, a ja natomiast przebrałem się za diabła. 
Jesień, 31 październik.
Ledwo nam się udało namówić McCurdiego na wyjście na miasto. Na początku zaprzeczał, ale zgłosiło się kilka przełożonych, aby pilnowali kilka grupek. Uśmiechy na wszystkich twarzach. Chłodny podmuch wiatru sprawiał, że kolorowe liście latały. Wszystkie latarnie zostały włączone. Czarne chmury zasłaniały po części srebrną pełnię księżyca. Poszliśmy pod jeden dom i zapukaliśmy. Otworzyła nam pewna kobieta.
- Cukierek albo psikus! - Powiedzieliśmy chórem. 
Kobieta udała zaskoczenie i kazała nam poczekać. Chwilę później przyszła z cukierkami. Wsypała nam je do toreb i poszliśmy dalej. Jeden facet wygonił nas od razu ze swojej posesji.
- Nawet się nie ważcie! - Powiedziała surowo Aida.
Opuściłem głowę w dół.
- Ej, masz zamiar jej się słuchać? - Zapytał Brad i wyjął z kieszeni jajko.
Spojrzał, czy pielęgniarka patrzy. Kiedy rozmawiała z Amandą, rzuciliśmy razem jajkami w okna.
- Ja wam dam! Chuligani! Gnijcie w piekle! - Wybiegł z domu krzycząc.
Zaczęliśmy uciekać. Był niezły ubaw. Po pewnym czasie musieliśmy się zatrzymać, ponieważ się zmęczyłem.
Loczek podał mi inhalator i zaciągnąłem się. Zgubiliśmy Jamesa, Amandę i opiekunkę. Jak zwykle. To było do przewidzenia. Uspokoiłem swój oddech i przytuliłem się mocno do chłopaka bo było chłodno.
- Bradzio mój wampirek kochany. - Wtuliłem się.
- Uważaj bo się nie powstrzymam. - Spojrzał mi w oczy.
Zaśmiałem się i odsłoniłem kawałek szyi. Po krótkiej chwili brunet przyssał się do mojej szyi i zrobił mi malinkę.
- Jesteś naznaczony. - Wpił się w wargi.
- Wiem. - Szepnąłem.
Wtem usłyszeliśmy krzyk. Krzyk przerażenia. Histeryczny śmiech. Spojrzeliśmy po sobie. Wiedzieliśmy jedno. Nie było już zabawnie. Rozbrzmiała się melodia nakręcanej pozytywki. Usłyszeliśmy gwizdanie. Odwróciliśmy się błyskawicznie. Przed nami stał olbrzymi klown.
- Wesołego Halloween świrusy. - Uśmiechnął się szeroko i strzelił kościami w pięściach.
Przełknąłem gorzko ślinę i zaczęliśmy uciekać.
- Czekajcie! Zabawa się nie skończyła! - Ponowny histeryczny śmiech.
Ten psychol gonił nas z siekierą. Dodam tylko, że ta siekiera była zakrwawiona jak i jego ubranie. To nie było wcale śmieszne. Wpadliśmy na naszą grupkę. Zaciągnąłem się inhalatorem by móc złapać oddech. Klown zniknął gdzieś w tłumie.
- Aida! Aida! Musimy uciekać! Tu biega jakiś psychol! - Krzyczeliśmy.
- Psychol? Jaki psychol? Za dużo słodyczy zjedliście na wieczór. - Popatrzyła się na nas z politowaniem.
Ponownie rozbrzmiał się dźwięk pozytywki. Gwizd. Obejrzeliśmy się.
- Aida! Patrz! To on! - Zaczął biec w naszą stronę.
- Dzieciaki biegnijcie jak najszybciej do ośrodka! - Krzyknęła przerażona siostra.
Bez żadnego nieporozumienia, zrobiliśmy jak kazała.
Cały czas miałem w głowie ten okropny śmiech. Wbiegliśmy wszyscy cali do środka. Zacząłem ryczeć.
- Hej, skarbie co jest? - Zapytał zaniepokojony loczek.
- A co jeśli on tu przyjdzie? A co jeśli nas pozabija?! - Chłopak objął mnie mocno i uspokajał.
To był jakiś koszmar. Cholernie się bałem, że coś się nam stanie, a zwłaszcza mojemu wampirkowi.
- No nareszcie! Jesteście w końcu! Wszyscy już dawno wrócili, tylko ta grupa jak zwykle się na wszystko spóźnia! - Przyszedł z wyrzutami lekarz.
- Przepraszamy.. - Powiedzieliśmy wszyscy razem.
- Marsz do swoich pokoi!
Był nieźle wkurzony na nas. Poszliśmy na drugie piętro na XII oddział. Rozeszliśmy się. Usiedliśmy z Bradleyem na łóżku i wysypaliśmy wszystkie słodkości. Karmiliśmy się nimi wzajemnie. Nie wiem kiedy, usnąłem.
Następnego ranka obudził mnie brunet.
- Connor wstawaj! Gazeta poranna przyszła! - Potrząsnął mnie.
Nie wiem czym się tak podniecał. Zwykłe poranne wiadomości na papierze.
- Spójrz! - Wetknął mi gazetę pod nos.
Przeczytałem w nakazanym miejscu. Zrobiłem wielkie oczy.
Zeszłej nocy, seryjny morderca zabił ponad 20 osób siekierą. W tym 15 dzieci, które chodziły od domów, do domów po cukierki. Był to wysoki mężczyzna przebrany za klowna. Chodził z siekierą i pozytywką. Jeżeli ktoś widział go w niedawnej chwili, proszę o pilny kontakt na komendę policji. Morderca jest wciąż na wolności. Proszę mieć się na baczności.

Brak komentarzy: