środa, 7 października 2015

Rozdział 7 Bradley?

Schodziliśmy w ciemną otchłań. Kompletnie nic nie widziałem. Nie miałem niczego, czym mógłbym oświecić drogę.
- Brad.. Widzisz coś?
- Nie, a ty?
- To bezsens! Mówiłem zostańmy na górze!
- Marudzisz.. - Powiedział i schodził dalej.
Miewałem wrażenie, że te schody nigdy się nie skończą. W tym momencie pokonaliśmy ostatni stopień. Na końcu ciemnego korytarza, widziałem mrugające światełko. Złapałem loczka za rękę i pędziłem na przód.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, wbiegłem na drzwi by błyskawicznie je otworzyć. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, odbiłem się i upadłem na plecy.
- Co jest? - Podniosłem się i podszedłem do tych drzwi.
To bardzo dziwne, że nie zauważyłem, że te drzwi nie są prawdziwe.
- Bradley.. Czy ty też to zauważyłeś? - Odwróciłem się.
Jednak nie było nikogo przy moim boku.
- Bradley? Bradley! - Wołałem go.
Odpowiadała mi tylko głucha cisza. Pobiegłem w kierunku, z którego przyszedłem. To nie możliwe...
Byłem sam w zamurowanym pokoju. Jakim cudem? Macałem cegłę, po cegle łudząc się, że jest jakieś tajemnicze przejście.
Jednak to na nic. Złapałem się za głowę. Co ja teraz pocznę? Zjechałem po ścianie na podłogę. Usiadłem w kącie. Światło zaczęło mrugać. Zaczęły się wrzaski. Zacisnąłem dłonie na swoich uszach. Zaraz ogłuchnę! Poczułem nagły spadek temperatury w tym pomieszczeniu. Było jeszcze zimniej niż w momencie, kiedy szedłem po schodach. Nagle cisza. Czy już ogłuchłem? Czy to właśnie to ta chwila? Odchrząknąłem. Słyszałem to. To znaczy, że krzyki ustąpiły. Nawet światło przywróciło się do porządku. Było przeraźliwie spokojnie. Coś tu nie gra. Próbowałem wstać, lecz z niewiadomych mi przyczyn, podłoże zaczęło się trząść jak i wszystko. Ze ścian sypały się jakieś prochy, przez co się dusiłem. Skuliłem się i przeczekałem aż całe to trzęsienie minie. Kiedy otworzyłem oczy, przede mną leżała jakaś księga. Mam słabość do książek. Connor! Ogarnij się! Masz jej nawet nie dotykać!
Niestety, ciekawość była silniejsza od rozsądku. Ostatnim razem jak wziąłem książki, stało się coś okropnego, a teraz? Ale co teraz mogłoby się stać?
Sięgnąłem dłonią w stronę nie tak grubej książki w ciemnobrązowej okładce. Jeszcze jej nie dotknąłem.
Nade mną stała dziewczyna. Krwawa dziewczyna. Patrzyła tępo w moje oczy. Nic jednak nie robiła szczególnego. Tylko się gapiła bez żadnej emocji. Miałem ciarki na plecach. Czułem się niezręcznie.
- Miałam Ci coś powiedzieć, ale zapomniałam co.. - Powiedziała przechylając głowę na ramię.
- Żebym nie dotykał książki?
- Ależ nie! Specjalnie Ci ją podarowałam, żebyś zobaczył prawdę! Jednak miałam jeszcze jedną sprawę.
- Mogę zadać pytanie? - Kiwnęła głową. - Gdzie jest Bradzio?
- Słowa ranią, niszczą i okaleczają psychikę.
- Proszę? - Nie do końca jej rozumiałem.
- Jestem Annabelle. - Podała mi powoli rękę.
- Connor. - Uścisnąłem.
- Wiem kim jesteś! Szukałam Cię przez dłuugi czas!
Nagle nie stąd ni zowąd zerwał się silny wiatr.
- Oh nie! Na mnie już pora! Connor, schowaj tą książkę do swojej torby. NIE DAWAJ JEJ NIKOMU! KIEDY BĘDZIESZ SAM, PRZECZYTAJ JĄ! ALE TYLKO JAK BĘDZIESZ SAM! - Krzyknęła i wraz z wiatrem wywiało ją przez jedną ze szpar.
Jestem osłupiony tą sytuacją. Dlaczego mam ją przeczytać, kiedy będę sam? Czegoś tu nie rozumiem. Kolejna jakaś tajemnica? Lecz zaraz, zaraz... Nadal się nie dowiedziałem gdzie jest Bradley!
______________________________

Witam!
Wiem, że nie wszyscy czytają notek pod rozdziałami, ale będzie krótko:
Nowa postać : ANNABELLE
Jest to postać zapożyczona, przedstawiona w innym świetle. Będzie się ona czasami pokazywać w tym ff. Z opowiadania "Amnesia" o Tristanie Evansie. Dostępna na wattpadzie! 

Dziękuję za uwagę xx Maddie

Brak komentarzy: