środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 4 Czas

Czas ucieka, a ja nadal nie wiem co robić.. Od czego zacząć? Brad nic. Kompletnie nic nie pamięta. Staram się jak mogę, a on tak po prostu mnie odpycha. Odpycha moją pomoc. Przecież musi dotrzeć na swoje miejsce. Właśnie! Trzeba ogarnąć najpierw gdzie jest jego miejsce!!
Wstałem. Jane spojrzała na mnie pytająco.
- Co robimy?
- Wsiadamy! - Pociągnąłem ją za rękę i przedarliśmy się do busa, który wracał. - Na pierwszym przystanku wysiadamy.
Zajęliśmy miejsca.
- Skąd wiesz, że nie jedzie gdzie indziej?
- Zaufaj mi. Tak mi podpowiada intuicja.
Pojazd się zatrzymał. Wybiegliśmy. Na tym przystanku wysiadł Bradley. Gdzie on jest? Może być wszędzie.
Kręciłem się w kółko. Nie mogłem się zatrzymać. Nie panowałem nad tym. Upadłem. Nad sobą ujrzałem znajome mi buty. Podniosłem wzrok wyżej.
- To znowu ty? Śledzisz mnie czy jak? - Zerwałem się i go przytuliłem.
- Uwierz mi lub nie, ale musisz wrócić na swoje miejsce!
- Jakie miejsce? O czym ty gadasz? - Nie rozumiał.
- Chodź ze mną. - Złapałem go za rękę.
Szliśmy razem w nieznane mi tereny. Nie przeszkadzało mi to, że szedłem gdzieś. Byłem z ukochaną osobą. Zatrzymałem się. Złapałem go za obie ręce. Spojrzałem głęboko w oczy. Chłopak czerwienił się. Rozbawiło mnie to.
- Bradley.. Czy ufasz mi na tyle, żeby pójść ze mną daleko?
- Jak daleko?
- Tam gdzie twoje miejsce.. Bo wiesz.. Aktualnie nie pamiętasz niczego. Tam na miejscu ją odzyskasz.
Przytaknął na znak, że rozumie.
- Dobrze. Tylko zapytam kolejny raz. Gdzie jest moje miejsce?
- Sam nie wiem, ale dostaliśmy zagadkę aby je znaleźć.
Popatrzył na mnie dziwnie. Nic się nie odezwał. Widziałem, że nadal mi nie ufa. Postanowiłem spędzić z nim miły czas, żeby się przekonał do mnie. Zacząłem mu opowiadać trochę o naszej przeszłości.. Oszczędziłem mu naszych intymnych wspomnień. Za dużo by mu było jak na dzisiaj. Znowu ją słyszałem. Jego barwę śmiechu. Kocham ją. Kiedy widziałem jego uśmiech, byłem szczęśliwy. Tym bardziej, że to nie ten sam wymuszany i bez blasku uśmiech co w psychiatryku... Sam już nie wiem czy chcę, żeby odzyskał pamięć. Możemy na nowo odbudować wszystko. Nie byłoby już bólu. Nie byłoby wypominanych dawnych dziejów.
- Powiesz mi tą zagadkę w końcu, czy nie? - Spoważniał.
- W dziwnym to domu się dzieje, nie wiadomo księżyc czy Słońce się śmieje. Niezależnie od godziny, każda istota potrzebuje miłej chwili. Różne rzeczy tam się dzieją, lecz nie dojdziecie tam aleją. To miejsce jest normalne, jednak nawet czasem muzyczno-wokalne.
- Kto takie chore zagadki wymyśla? - Zaśmiał się.
Nagle nas coś oślepiło. Stałem się niewidomy. Po chwili już wiedziałem kto przybył.
- Tik tak. Tik tak. Znajomy jest dla was ten dźwięk? - Zapytał Anioł.
- To zegara dźwięk. - Oznajmił Brad. - Kim ty jesteś?
- Twoim ex stróżem. Czas wam mija i mija, a wy nadal nie jesteście na miejscu.
- Oświeć nas w którą stronę mamy iść! - Wkurzyłem się.
- Nie mogę wam tego powiedzieć.. Wyleją mnie.
- Błagam Cie no.. Zostało nam kilka godzin na dojście!
Anioł bez słowa wskazał dłonią. Zerwałem się i biegliśmy w tamtą stronę.
- Teraz mi już wierzysz? - Zaciągnąłem się inhalatorem.
Loczek kiwnął głową.
- Jak tak dalej pójdzie, to trafimy do psychiatryka. - Zaśmiał się.
Potknąłem się. Wszystko zaczęło się układać do kupy. W dziwnym domu to się dzieje...
Że też wcześniej na to nie wpadłem! To oczywiste, że chodzi o psychiatryk!
Brad pomógł mi wstać. Przetarłem oczy. Czy mnie wzrok nie myli? Kojarzę tego gościa.
- Biegniemy do tego samochodu! - Wskazałem i razem wykonaliśmy czynność.

Brak komentarzy: