niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 17 Popiół

Przytulony do mojego loczka, rozglądałem się po pomieszczeniu, w którym się znajdowaliśmy. Było niesamowicie cicho. Niepokoiło mnie to. Dostałem gęsiej skórki. Bradley popatrzył n mnie zdezorientowany.
- Co jest?
Czułem się obserwowany. Miałem wrażenie, że te cienie są blisko. Złapałem chłopaka za rękę i ciągnąłem go w stronę wyjścia.
Tyle, że jeszcze fajniej by było, gdyby te wyjście istniało. Nie wiedziałem co zrobić, aby się stąd wydostać.
Ziemia zaczęła się trząść. Wystraszyłem się i objąłem Brada jak najmocniej. Tym razem nie pozwolę, żeby gdzieś zniknął. Poczułem nagle jak ktoś go ciągnie z drugiej strony. Spojrzałem na tą osobę.
- Anabele? Zostaw go! Słyszysz? Puść go! - Krzyczałem.
Ugryzła mnie w rękę. Automatycznie puściłem bruneta. Upadł na podłogę.
Dziewczyna usiadła na nim i zaczęła go podduszać.
- Co ty robisz?! - Rzuciłem się na nią.
Ta jednak odepchnęła mnie z wielką siłą przy czym wylądowałem na plecach.
- On nie zasługuje na to, żeby z tobą być!
- Przestań! - Wstałem obolały.
zakrwawiona dziewczyna wyciągnęła swoje ręce nad loczkiem. Ten zaczął się zwijać z bólu.
Czułem jak się cały w sobie gotuję. Podbiegłem do nich i pociągnąłem za jej włosy. Zaczęła piszczeć i mnie bić.
- Nie przeszkadzaj mi.- Wycedziła przez zęby.
Podszedłem do chłopaka. Próbowałem mu pomóc wstać, jednak ten nie czuł swoich kończyn. Ma zanik mięśni.
- Bradley, musisz wstać. - Ciągnąłem go ze wszystkich sił.
- Kocham Cię.. - Posłał mi spojrzenie wypełnione cierpieniem.
Byłem załamany. W tym momencie był cały w płomieniach.
Spanikowałem. Zacząłem się dusić. Po moich policzkach spływały łzy, a jego krzyki sprawiały, że moja głowa pulsowała, a na jego widok serce kruszyło się w drobny mak.
To mnie niszczyło. Jego cierpienie było najgorszą rzeczą jaką mogło mnie spotkać. Dławiłem się swoimi własnymi łzami. Nie potrafiłem nic zrobić by go jakoś uratować.
- WSZYSTKO JUŻ BYŁO TAKIE WSPANIAŁE!! - Walnąłem ją z całej siły.
- Zasłużył sobie. - Odpowiedziała bez żadnego sumienia.
Nie potrafiłem wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Uklęknąłem. Przede mną znajdował się popiół. Złapałem się za głowę i zacząłem się kiwać w przód i tył. Nie potrafiłem się opanować.
Schowałem twarz w dłonie i upadłem.
- No już. Nie płacz skarbie. Jestem tutaj. - Rozległ się głos.
- Bradziu? - Zerwałem się na równe nogi i zacząłem się rozglądać.
Wszystko było takie rozmazane. Nagle znajdowałem się w swoim pokoju. Byłem przytulony do loczka.
Głaskał mnie bo głowie powtarzając, że jest już wszystko w porządku, że to tylko sen.
Ponownie miałem rozmazany obraz. Tym razem leżałem w ciemnościach i w innym łóżku.
- Oh Con...
- Naprawdę... serce mi się kroi na samą myśl, że się okaleczasz.
- Connor.. nie płacz proszę. - Pocałował mnie w czoło.
- Nie potrafię inaczej.. Co byś zrobił, gdybym to ja tak zrobił?
- Dostałbyś po łapach ode mnie. - Powiedział poważnie.- Nawet tego nie zaczynaj.
- To ty zaprzestań.
- To nie takie łatwe.. - Podrapał się po czuprynie.
- Jeżeli bardzo tego pragniesz i masz powód by tego nie robić, to jest łatwe.
- Łatwo ci mówić..
- Brad.. - Splotłem nasze palce. - Postaraj się to zrobić, dla mnie.
- No dobrze. Postaram się.
- Obiecujesz? - Spojrzałem na nasze idealnie pasujące do siebie dłonie, które były splecione.
- Obiecuję. - Przytulił mnie bardzo mocno.
Co jest do cholery? Przecież już to było. O co chodzi? Co się dzieje?
Ponownie przytrafiło się tym razem. Lecz tym razem znajdowałem się na dworze.
Darłem się w niebo wzięcie na jakiejś łące przy rzeczce. Miałem przeczucie, że zaraz się do niej rzucę. Byłem wściekły jak i zrozpaczony. Gdy wreszcie opuściłem to miejsce, szedłem w nieznanym mi kierunku przeklinając przy tym cały ten okropny świat. Nagle ujrzałem dwa blisko siebie światła i usłyszałem dźwięk klaksonu. Jedyne co poczułem, to ogromny ból rozprzestrzeniający się po całym moim ciele.
Przed moimi oczami ukazywały się kawałki pisma na papierze.
Kochany Connorku, chciałbym Cie przerosić, Nie mogłem dłużej, To Ty nadałeś kolory, Miałem bardzo dużo na swoim sumieniu.., coś się zmieniło, Kocham Cię całym swoim serduszkiem, wiesz?, Przepraszam, że tak wyszło.

Brak komentarzy: