Poczułem zapach słodkich perfum.
- Mia, wstawaj słońce. - Słyszałem dziewczęce głosy.
Nagle ktoś walnął mnie w głowę poduszką. Zacząłem piszczeć. Wydałem z siebie wyższe dźwięki niż kiedykolwiek. Zacząłem kaszleć. Przede mną stała dziewczyna której nigdy nie widziałem na oczy. Była to dziewczyna o fioletowych włosach, od której było czuć smród papierosów. Wyglądała szczerze mówiąc jak trup.
- Co sie tak na mnie dziwnie patrzysz? Halo to twoja najlepsza kumpela! - Pomachała mi przed oczami i usiadła na inne łóżko.
Złapałem się za głowę. Czy ja się czegoś naćpałem? Wstałem ze znużoną miną i wyszedłem z pokoju. Poszedłem do łazienki.Obmyłem swoją twarz i spojrzałem w lustro. Zacząłem się śmiać. Chwilę potem przeraziłem i wydałem z siebie przeraźliwy krzyk. Wszyscy zbiegli się do łazienki i zobaczyli mnie całego mokrego. Wbiegła też dziewczyna z pokoju.
- Co się stało?! - Zapytała łapiąc oddech.
Zacząłem się cały trząść. Wzięli mnie do pokoju i zostawili ze wspólniczką. Zaczęła się śmiać.
- Jeszcze takiego numeru mi nigdy nie wywinęłaś. Znam różne dziewczyny, które nie lubią swojego wyglądu, ale ty? Ja idę do pokoju dziennego. Masz tam być za dziesięć minut. - Wyszła.
Niczego tutaj nie rozumiałem. Wyglądałem inaczej niż wcześniej. Miałem długie czarne włosy, bladą skórę i zielone oczy. Złapałem się za głowę.
- Ah i przydałoby się, żebyś się ubrała. - Otworzyła drzwi i zamknęła.
Spojrzałem na szafę, która stała obok łóżka, w którym się obudziłem.Wstałem i podszedłem do niej. Otworzyłem i zacząłem się zastanawiać co ubrać. Ubrałem się cały na czarno. W tym kolorze czuje się najlepiej. Spojrzałem na kalendarz. Było w nim coś innego niż gdybym w swoim ciele na niego spojrzał. Jednak nie przeszkadzało mi to. Zanim przekroczyłem próg drzwi. Uśmiechnąłem się szeroko. Jestem dziewczyną czyż nie? Spojrzałem na swoją klatkę piersiową. Przegryzłem dolną wargę i położyłem swoje ręce na cyckach.
- Mam cycki.. - Zacząłem się śmiać z samego siebie.
Kiedy już się cały obmacałem, wyszedłem z pokoju. Nie mogłem tego pojąć dlaczego idę akurat tą drogą, a nie na przykład w odwrotną stronę. Miałem po prostu przeczucie, że idę dobrze. Minąłem starszą kobietę, która zamiatała korytarz. Odwróciłem głowę. Znałem tą kobietę, lecz nie mogłem się zatrzymać. Coś mnie powstrzymywało. Na całym korytarzu zalatuje jakimś smrodem. To nie ten sam szpital.
Gdzie ja w ogóle jestem??? Muszę się pospieszyć.
Słyszałem jak jedna babka zagania dwóch chłopaków do pokoju dziennego. Gapiłem się na wszystkie ściany tego budynku. Za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć gdzie jestem. Zszedłem na dół po schodach i skręciłem w lewo. Wszystko było takie już znajome. Dwóch mężczyzn ubranych na biało otworzyło mi drzwi.
Co to jest za pomieszczenie? Już tu kiedyś byłem..
Wewnątrz tego pokoju było pełno pacjentów. Niby wszystko było okej, ale nikogo stąd nie znałem. Jest tutaj pełno nowych ludzi.. Nie znam nikogo, nawet tych z personelu. Złapałem się za głowę. Miałem już dosyć tej melodii, która jest puszczana w kółko.
Usłyszałem jakieś szepty z mojej lewej strony. Ktoś mnie wołał szeptem. Były to jakieś dwa cienie. Nie widziałem ich twarzy.
- Hej - Szepnął jeden z nich.
Znajomy mi był ten głos. Poprosili mnie, żebym do nich podszedł.
- Co chcecie? - Zbliżyłem się.
- Nie wiesz może gdzie jest doktor McCurdy?
Coś mi zaświtało. Jednak nazwisko było troche niezbyt wyraźnie wypowiedziane. Nie znałem go. Próbowałem sobie przypomnieć, lecz nie potrafiłem.
- Co wy, z choinki się urwaliście? Nikogo takiego nie ma.
- Ale.. jak to? Przecież...
- Słuchajcie, mamy rok 1986. Nie wiem w jakim świecie wy żyjecie.
- 1986?! Co? To niemożliwe! - Złapali się za głowy.
Zmarszczyłem brwi. Wydają się bardzo zdziwieni. W sumie pewnie też się czegoś naćpali i nie wiedzą gdzie są. Odszedłem do gramofonu. Miałem już na prawdę dosyć tej piosenki i wyłączyłem ją.
Wszyscy zaczęli wariować i piszczeć. Zachowywali się jak ryby wyciągnięte na brzeg. Nagle do pomieszczenia wszedł mężczyzna z siwą bródką. Wyglądał na lekarza..
- Uspokoić się! Kto wyłączył muzykę?! - Powiedział bardzo niskim tonem.
Wszyscy wskazali na mnie przy czym trzęsła im się ręka.
- Mia.. - Stanął nade mną. - Od pewnego czasu jesteś nieposłuszna.. Wraz z panią Purlix zastanowimy się nad karą dla ciebie. Najpierw może kilka batów, a potem się coś pomyśli.
Przełknąłem gorzko ślinę. Nie wiedziałem dlaczego to wyłączyłem. Nie przemyślałem tego. Dwóch mężczyzn wzięło mnie za ramiona i wyprowadzili z pokoju. Usłyszałem jak doktor włącza ponownie piosenkę, a harmider ustąpił. Ciągnęli mnie do lochu. Tam mną rzucili jak worek na śmieci.
- Idzie nasz doktorek? - Zapytał jeden.
- Pusto. - Odpowiedział patrząc na korytarz.
Szatyn nachylił się nade mną i zaczął się do mnie dobierać.
- Zostaw mnie. Co ty sobie wyobrażasz?! - Zacząłem go bić.
Ale porównując moje rozmiary z jego, nie miałem szans na jakąkolwiek ucieczkę. Zacząłem piszczeć.
- Stul pysk dziwko! - Przybiegł jego kolega i zbił mnie batem.
Oberwałem tak jeszcze dużo razy. Dławiłem się krwią, a ich to po prostu śmieszyło. Chciałem im coś powiedzieć, ale nie mogłem nabrać większego powietrza.
- Coś mówiłaś skarbie?
Czułem do niego obrzydzenie. Rozebrał mnie i zaczął mnie macać. Było mi niedobrze. Było mi słabo na widok mojej krwi na jego rękach. Nie miałem sił, żeby się wyrywać. Czułem się okropnie. Zostałem zgwałcony nie w swoim ciele. Cała ta sytuacja odkąd się przebudziłem, była okropna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz