czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 13 Samotność

- Nic nie pamiętasz? Ale.. ale jak to? Przecież miała Ci wrócić pamięć,
- O co Ci chodzi? Człowieku jesteśmy współlokatorami, niezbyt mi się to podoba no, ale dobra, a Ty wyobrażasz sobie nie wiadomo co.
- Co ostatnie pamiętasz?
- Hm.. Że jesteś u mnie z jakiś tydzień..
- Co.. o Boże.. - pobladłem.
On naprawdę nic nie pamięta.. No, ale dlaczego.. Przecież miał odzyskać pamięć gdy znajdziemy to miejsce, a własnie je znaleźliśmy. Loczek odwrócił się w stronę drzwi. Wyszedł. Tak po prostu wyszedł. Stałem jak słup soli. Nie mogłem się ruszyć, Nic z tego nie rozumiem.. Przecież miał odzyskać pamięć. Coś poszło nie tak? Chce z powrotem mojego Bradzia. 
- Co Ty tak stoisz? - usłyszałem głos. To Annabelle. - Oj Connorku nie lecisz za nim?
- C..co? Skąd Ty tu się wzięłaś?
- Ja jestem wszędzie i nigdzie hahhahaha - wpadła w histeryczni śmiech.
Wyszła. Zupełnie tak jak Bradley. Podszedłem do umywalki. Odkręciłem wodę, zmoczyłem ręce i opłukałem sobie twarz. Spojrzałem w lustro. Byłem sam. Zupełnie sam,.
Zakręciłem wodę i wyszedłem. szedłem korytarzem. Sam nie wiedziałem dokąd, czego szukam. W pewnym momencie korytarz zaczął wydawać się dziwnie znajomy. Spojrzałem na drzwi po lewej stronie. Wisiała na nich tabliczka z numerem 670. Poszedłem dalej. mijałem kolejne drzwi aż w końcu doszedłem do tych z numerem 678.
To tutaj.. tutaj wszystko się zaczęło. Ciekawe czy jest w środku.
Chwyciłem za klamkę i pchnąłem drzwi. Pokój był pusty. Usiadłem na swoje łóżko. Oparłem głowę o ścianę i zamknąłem oczy.
Na jednym z łóżek siedział jakiś chłopak. Wyszedłem i spojrzałem na drzwi.
  678 to tutaj. Ale co to za chłopak? Myślałem, że nie będę z nikim dzielił pokoju. 
-Hej jestem Brad, a Ty? -powiedział chłopak.
Wzruszyłem tylko ramionami i usiadłem na łóżku. Wyjąłem z szafki zeszyt i długopis. miałem zamiar dokończyć piosenkę. 
Otworzyłem oczy. Wspomnienie zniknęło. Poczułem dziwną pustkę w sobie. Wstałem z łóżka i wyszedłem.
Długo błądziłem po korytarzach. Nikogo nie było. Byłem tylko ja i moje myśli. Cięgle zastanawiałem się gdzie poszedł Bradley. Zwiedziłem wszystkie korytarze a jego na żadnym z nich nie było.. W końcu postanowiłem wrócić do pokoju.
Odnalazłem odpowiednie drzwi i wszedłem do środka. Jego nadal tam nie było. Zacząłem poważnie się martwić. W sumie to nie pierwszy raz jak znikał, ale po raz ostatni gdy zniknął odebrał sobie życie. Wystraszyłem się, że może próbować zrobić to ponownie.
Ponownie wyszedłem z pokoju. Zacząłem szukać miejsca w którym zazwyczaj przebywał.. Gdy znalazłem się na miejscu nikogo tam nie znalazłem. Zrezygnowany postanowiłem wrócić do pokoju.
Rzuciłem się na łóżko. Leżałem głową w stronę ściany. Zamknąłem oczy.
- Nie chcę tu zostać.. Chcę stąd uciec. - Kołysałem się lekko w przód i tył.
- Ja przepraszam za Kate.. Nie wiem co ją napadło.. przepraszam.
- Szatan. - burknąłem pod nosem
- W to nie wątpię.. - Usiadł obok mnie
- Od początku, kiedy tu przyszedłem, próbowała mnie zabić. To nie jest normalne.
- Uwierz lub nie, ale nikt tu nie jest normalny. Spokojnie. - pogładził mnie po plecach.
- ZOSTAW MNIE. - Odsunąłem się od niego.
- Dobra, jak chcesz. Chciałem Ci tylko pomóc. - Wstał i podszedł do swojego łóżka.
- Każdy tak mówi, a potem pogarsza tylko moją sytuację. - Okryłem się kołdrą i zamknąłem swoje powieki.

Brak komentarzy: